Migawki Warszawskie -

Migawki Warszawskie

18,90 zł16,07 zł

Dostępne formaty plików: EPUB, PDF, MOBI

Wydawnictwo
ISBN 978-83-67950-75-6
Data wydania 15 maja 2024
Język: Polski
Liczba stron: 53
Rozmiar pliku: 209,9 KB
Zabezpieczenie: Znak wodny
Fragment: Pobierz fragment EPUB
Język: Polski
Liczba stron: 53
Rozmiar pliku: 1,1 MB
Zabezpieczenie: Znak wodny
Fragment: Pobierz fragment PDF
Język: Polski
Liczba stron: 53
Rozmiar pliku: 255,3 KB
Zabezpieczenie: Znak wodny
Fragment: Pobierz fragment MOBI
18,90 zł16,07 zł

Dostępne formaty plików: EPUB, PDF, MOBI

Opis

Zbiór współczesnych opowiadań, rozgrywających się w naszej stolicy. Obezwładniający swoim tragizmem obraz społeczeństwa pierwszej połowy XXI wieku.

Tłem wszystkich bez wyjątku szesnastu „Migawek warszawskich” jest miasto nad Wisłą, a dokładniej te „niepiękne dzielnice Warszawy. Trzy, może cztery. Enklawy dawnego miasta”. Markiewicz opisuje je z sentymentem, ale nie ckliwie; przeciwnie, niekiedy się wydaje, że autor wręcz lubuje się w estetyce brzydoty. Scenki rodzajowe dzieją się w altankach śmietnikowych, w brzydko pachnących zatłoczonych tramwajach, na trawnikach, gdzie po zimie topniejący śnieg odsłania psie kupy, w osiedlowych sklepikach, w których epizodyczni bohaterowie opowiadań kupują tani alkohol.
Na tle ginących enklaw, ściskanych i wypychanych przez „przeszklone wieżowce”, które straszą, bo ujednolicają, uniformizują i anonimizują miasto, pojawiają się prawdziwi bohaterowie opowiadań – „ci, bez których miasto nie mogłoby żyć”: ekspedienci sklepowi, śmieciarze, fryzjerzy… „lud roboczy”. Pisze o nich autor „Migawek warszawskich”. Pisarz jest jeszcze dalszy od idealizowania czy nawet estetyzowania swoich bohaterów niż w przypadku opisywania samego miasta. Zmęczeni, skacowani, niedomyci, biednie lub tandetnie ubrani – są niczym postacie z socjologizujących powieści Emila Zoli. Markiewicz nie oszczędza swoich bohaterów, rysując ich naturalistyczne portrety. A jednocześnie nie kryje swoistego zafascynowania nimi. Pisarz przyznaje: „Chodzę po ulicach mego rodzinnego miasta i wyłuskuję ciekawe twarze. Lubię patrzeć na twarze, które zawierają w sobie jakąś treść. Zazwyczaj smutną, jak smutne jest życie większości ludzi. Twarze, które same w sobie są opowieścią, dziełem sztuki, historią, muzyką i poezją. Takie, na które można patrzeć bez końca”.[Zdzisław Aleksander Raczyński – z posłowia do książki]

Projekt okładki: Przemysław Krupski.
Foto na okładce: Sebastian Markiewicz.

Korzystamy z plików cookies w celu sprawnej realizacji usług i poprawnego działania strony.
Możesz określić sposób przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Więcej informacji znajdziesz tutaj »