Telefon: 71 343 26 15
0
Brak produktów w koszyku.
Tamtej wody, tamtego nieba... - Stanisława Saloni

Tamtej wody, tamtego nieba...

Wydawnictwo: P.W. Poraj sp. z o.o.
ISBN: 978-83-63673-04-8
Język: Polski
Data wydania: 4 sierpnia 2012
Liczba stron: 82
Rozmiar pliku: 1,7 MB
Zabezpieczenie: Znak wodny
Nasza cena:
4,99 zł

Dostępne formaty plików:

EPUB , MOBI

Od autora

Wrastamy w  swój czas, jako w  zastaną i  jedynie możliwą rzeczywistość.
A  tymczasem...

Zdarzyło nam się narodzić i  podrosnąć nieco w  rzadkiej chwili ciszy nad światem. Byliśmy faworytami losu. Lata niewoli, walka o  niepodległość, wojna – wszystko, co było przed nami - zdawało się odległym mitem, chociaż historia starsza była od nas zaledwie o  kilkanaście lat. Nic tak wspaniale dramatycznego nie  mogło wtargnąć w  naszą codzienność, podzieloną na dni szkolne i  wakacje.

Lekkim snem drzemał mit wojny, a  gdy się obudził – nie  poznaliśmy mitu. Nowa dziejowa zawierucha ludobójczym rozmachem przerastała wszystkie dotychczasowe. My, których idyllicznego żywota nie  zakłócił dotąd huk armat, nie  mieliśmy skali porównawczej, lecz ta objawiona nagle wojenna nawała dziwiła niedopasowaniem do legend. Nie  powtórzył się Grunwald, niemieckie dywizje pancerne po prostu zlekceważyły Częstochowę i  zaniechawszy oblężenia klasztoru, pośpiesznie przewalały się na wschód. Nieaktualny również tym razem stał się cud nad Wisłą. Lecz czy nie  były wystarczająco dobrymi rzekami, na przykład Styr i  Słucz, żeby nimi posłużyła się tym razem Opatrzność zagradzając drogę bolszewikom?

Czy, przy boskiej pomocy, nie  mogła ich spętać licznymi dopływami Prypeć? Och, wyglądało na to, że zdołali zaskoczyć wszystkich. Wojna, wbrew naszym oczekiwaniom, nie  rozbrzmiewała piosenką o  szarej piechocie, czy strofami rozmarynu. Bez śpiewu, jakby brakło jej tchu, pośpiesznie odprawiała oddziały gdzieś na niewiadomy front. Mit ulegał przewartościowaniu, nabierał twardych konturów. Wśród wrześniowej klęski rozpadał się świat naszych wyobrażeń.

Jednakże coś niezwykle cennego udawało się nam wynieść z  kraju dzieciństwa, za którym trzydziesty dziewiąty rok zatrzaskiwał wrota: Choć nie  wyrośliśmy jeszcze niby młody las, zagajnikiem będąc zaledwie, lecz ukorzeniliśmy się już dobrze w  wolnej ziemi i  wolność była dla nas czymś równie oczywistym i  niezbędnym do życia, jak powietrze.

Stanisława Saloni

Spis treści

 

Ogrody frascati

Nad studnią

Ogrody frascati

Partia brydża

Drzewo wiadomości

Na rozdrożu epok

Ogrody frascati ii



Nocy stuoka

Baranowicze

Czapka

Sierpniowe gwiazdy

Nocy letnia nocy stuoka

Andzia

Rozmaryn

W dzień i w nocy

Konie

Między niebem a piaskiem

Pierwsza wojenna zima

Rozmowa

Powrót

Jaszczyk numer piętnaście

Lekcja geografii

Międzynarodówka

Urok

Za to żeś nas oszczędził

Matkom

Gdzieś światami chodzi wojna

Zbyszek - jurek



Oto dziś dzień

Oto dziś dzień

Płynie wisła

Pod cytadelą róże

Ech wojsko ty nie wojsko

Koncert

Przed świtem

Barykada

Daśce jaxa bykowskiej

Był dzień

Ziemia niczyja

Ulica promyka

Łączniczka

Podchorąży

Powstańcze cmentarze

Odwiedziny domu

Scenariusz

Plac lelewela

Wielu snem śmierci upadło

To co nienazwane

Dzwony

Niech się wam nie przyśni nigdy takie miasto

Na rudych chmurach noc się wsparła

Nocny dyżur

Anioł

Niech się wam nie przyśni nigdy takie miasto ii

Podwórzowa ballada



Jaką cię miarą mierzyć

Ziemia pod śniegiem

Listy

Majówka w zagnańsku

Nie płacz

Gwiazdka

Jaką cię miarą mierzyć



Stanisława saloni

 

Szybki kontakt

tel: 71 343 26 15
kom: 600 757 926
kontakt@czytio.pl
poniedziałek - piątek 09:00 - 16:00
ul. Lelewela 4
53-505 Wrocław
Korzystamy z plików cookies w celu sprawnej realizacji usług i poprawnego działania strony.
Możesz określić sposób przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Więcej informacji znajdziesz tutaj »